X. Bronisław Świeykowski

Z DNI GROZY W GORLICACH

OD 25 IX 1914 DO 2 V 1915

27 / III. Wyjazd proboszcza miejscowego ks. kanonika Sosa do Targowisk pod Krosnem, gdzie brat jego jest proboszczem, a nadto księży wikarych: Białego do Przybyszówki pod Rzeszowem i ks. Matznera do Jasła; parafia zostaje pod moją opieką.Dzień dość spokojny; kilka szrapneli pada poza obrębem miasta.

28 / III. Zabrano znowu trzech zakładników  — żydów. Granaty spadły na Podhale, na ul. Mickiewicza prowadzącą z Rynku do mostu, w dom, gdzie mieszkał inspektor policyi p. Kijowski — na szczęście nie zraniły nikogo.

29 / III. W nocy z 28. na 29. marca o godz. 12. i następnie o 3-ej zrana gwałtowne ataki: wojskom naszym udaje się zająć pierwsze i drugie okopy rosyjskie koło Cmentarza, kontratak jednakowoż przywraca znowu okopy te Moskalom.W ciągu dnia armaty grają wciąż z małemi tylko przerwami; granaty rozbijają pięć domów przy ul. Stró żowskiej, wpadają do kamienicy położonej tuż obok Sokoła. Popołudniu zjawia się w mem biurze pop szyzmatycki — kapelan wojskowy i po zapytaniu, gdzie odprawiam Msze św., żąda, bym mu pozwolił odprawiać nabożeństwa wielkotygodniowe w kaplicy przy Ochronce „Wy majete wasze kanony a my majom takoż nasze, wasze ne izwalajut nam odprawlaty służbu Bożu w waszych cerkwach, a nasze wam w naszych kostełach" brzmiała moja odpowiedź. — „Tak gaworite, ano haraszo! pidu do komandiora", odrzekł i wyszedł. Za pół godziny najdalej powróciwszy już nie sam ale z komendantem i nie stawiając zgoła już dawnej propozycyi zapytał tylko, czy niema gdzie w mieście jakiej odpowiedniej sali na urządzenie kaplicy dla odprawiania nabożeństw?... Wskazałem na salę w gmachu Sokoła i  obaj udawszy się tam, uznali, że będzie zupełnie dobrą na ten cel. Rosyjskim systemem nie pytając nikogo o pozwolenie zabrali z rozburzonego kościoła parafialnego kilka obrazów, lichtarze, świece i. t. p. i w ten sposób przystroili ową improwizowaną kaplicę — w której poczęto odprawiać nabożeństwa. Bardzo jednak mi się wątpliwem wydaje, czy w takich warunkach Bóg z owych modłów miał wielką chwałę!!...

30 / III. Przez całą noc i cały dzień niebywała a nawet dziwne przeczucia co do przyszłości budząca w nas cisza. Od czasu do czasu ledwo tylko „osa" brzęcząc ponad ulicami przeleciała. Zaczynam uważać, że moja odmowa co do odstąpienia kaplicy w Ochronce    zapewno pod wpływem  popa — usposobiła p. komandiora bardzo nieżyczliwie względem mej osoby. Od czasu, gdy udzieliłem mu pierwszej lekcyi grzeczności    bywał bardzo uprzejmy nietylko wobec mnie, ale także wobec urzędników Magistratu. Teraz jawnie zmianę okazywać począł. Przekonać się mogłem o tem przy każdej sposobności a zwłaszcza w czasie wizyt, które o rozmaitych porach dnia i nocy i w biurze i w mieszkaniu mem składał. Toż właśnie dziś był u mnie aż 5. razy    niby z jakimś interesem — ale właściwie interes miał chyba jeden, t. j. aby mię na czemś podchwycić... Coraz bardziej dochodzę do przekonania o zaniku wszelkiego jakiegoś szlachetniejszego, delikatniejszego uczucia, o wrodzonej jakiejś dzikości i wszelkiej bezwzględności u tych panów oficerów;... a jeśli takimi  byli oficerowie, jakżeż można było nawet przypuszczać, że sołdaci nie będą de meme genre?...

31 / III. A jednak twierdzę stanowczo, że wśród sołdatów był o wiele większy procent szlachetniejszych niż pośród ich przełożonych. Tegoż dnia popołudniu zjawia się u mnie trzech sołdatów, między którymi jeden był Polak z Radomskiej Gubernii, i proszą mię bym wstawił się za nimi do komendanta w sprawie wyjednania dla nich pozwolenia odbycia dziś wieczorem Spowiedzi Wielkanocnej. — „Ale będzie nas razem tu z  80. katolików-żołnierzy, — to niech ksiądz będzie tak dobry dla wszystkich o to prosić"—dodał przewodnik owej mię prawdziwie budującej deputacyi... Sam  Bóg znowu zrządził widocznie, by mi ułatwić to zadanie, gdyż za małą chwilę, — kiedy zbierałem się iść do komendanta, wszedł on do mego biura z pułkownikiem Petruszewiczem, i gdy przedstawiłem im moją i owych żołnierzy prośbę — pułkownik natychmiast zgodził się na to i w biurze mem zaraz napisał rozkaz, by wszyscy żołnierze-katolicy na nadchodzącą noc i jutro do południa zwolnieni zostali ze służby i jawili się dziś o godz. 8. wieczorem w mem mieszkaniu celem odbycia Spowiedzi. — I wśród dość silnej kanonady, która się rozpoczęła około godz. 9 .— szedł jeden żołnierz po drugim, by zeznawać swe winy grzechowe, i przesunęło się ich nie 80, ale 123. od godziny 8. wieczorem do 6. zrana; i choć po całodziennych tarapatach byłbym może i chętnie był wypoczął, wprost nie odczuwałem najmniejszego znużenia, słuchając Spowiedzi tych żołnierzy. Z rozmaitych byli oni gubernii, a jednak godzi się podnieść to z uznaniem dla pracującego tamże i wśród tak trudnych warunków obowiązki swe spełniającego duchowieństwa, żołnierze ci w przeważnej części wybornie, w sposób zwięzły a wszystko objaśniający wyznanie grzechów swych spełniali, co więcej prócz trzech z gubernii kijowskiej, jednego z gub. witebskiej i jednego z pod Kamieńca podolskiego wszyscy oni umieli czytać i mieli koronki i książeczki do modlenia przy sobie. To mi wprost zamiponwało Jeden z nich z gub. kurlandzkiej począł się spowiadać po łotewsku, ale nie znając zupełnie tego języka zaproponowałem mu, by mówił po rosyjsku i przecież jakoś mogliśmy się w ten sposób porozumieć. Na drugi dzień zdumiała się S.Felicyanka w Ochronce ujrzawszy kaplice i zakrystye i kurytarz przepełnioną samymi sołdatami, którym to w czasie Mszy. św. udzieliłem Komunii św. — A za kilka godzin później usłyszałem z ust komendanta, gdy wobec niego w magistracie wyraziłem moje zdziwienie, że wszyscy prawie moi „nocni" penitenci czytać umieją: „to jest zasługa waszego kleru, o! bo jak niebo od ziemi wysoko, tak wysoko wasz kler stoi od naszego"...Prawie całą noc trwające strzały karabinowe przemieniły się około godz. 10. przedpołudniem w koncert armat. Od granatów zapaliła się fabryka parafiny przy rafineryi w Gliniku maryampolskim, w znacznej części rozbity został dworzec kole